
- osobowych
- dostawczych
- terenowych (4x4)
- sprzedaż
- montaż
- naprawa
- przechowalnia
Sklep Online: oponyfelgilodz.pl - nowe opony
Poczta elektroniczna:
opony@uzywaneopony.net
Danpol Łódź to firma świadcząca profesjonalne usługi w zakresie wymiany i
sprzedaży felg stalowych i aluminiowych oraz opon nowych i używanych do
samochodów osobowych, terenowych, dostawczych, motocykli zarówno dla
klientów indywidualnych jak i małych podmiotów gospodarczych oraz innych firm z
terenu województwa łódzkiego. Wykonujemy również wszelkie naprawy bieżące
(przeguby, półosie, klocki i szczęki hamulcowe, amortyzatory, sprężyny itp).
Oferujemy akcesoria do felg i opon (śruby do felg, pierścienie centrujące, nakrętki do felg,
zabezpieczenia kół, wentyle chromowane, dętki).
Nasza solidna fachowa i wyszkolona załoga służy pomocą doradczą a nowoczesne
maszyny i urządzenia wulkanizacyjne gwarantują profesjonalne i rzetelne
wykonanie usługi.
Serdecznie zapraszamy do naszej nowej strony internetowej gdzie mogą Państwo zapoznać się z proponowaną przez nas ofertą.
Serdecznie zapraszamy do współpracy!
więcej informacji na naszej oficjalnej stronie:
>> www.uzywaneopony.net <<
Шиномонтаж в Danpol легко и быстро. Наш шиномонтаж в Лодзи готов предложить Вам широкий спектр услуг по ремонту шин,правке штампованных дисков и балансировке колес и колесных дисков. Мы используем высокотехнологическое оборудование от производителей мирового класса, которое позволяет достичь высоких результатов при шиномонтаже и балансировке колес.
Предлагаем широкий спектр услуг по монтажу и демонтажу колёс, ремонту, балансировке, а так же переобувке.
Операции по демонтажу и последующей установке шин, их ремонт проводятся на ваших глазах и занимают считанные минуты, а накопленный за годы работы опыт наших сотрудников позволяет нам делать это не только быстро, но в первую очередь качественно и аккуратно, не нанося повреждений на покрытие диска.
Źrdło: https://www.money.pl/ | 26.06.2026 16:26
Źrdło: https://www.money.pl/ | 26.06.2026 15:45
Z danych serwisów oponiarskich wynika, że coraz więcej Polaków decyduje się na ryzykowny eksperyment – „dobijanie” starych opon zimowych podczas letnich upałów. Choć motywacją są oszczędności, konsekwencje mogą uderzyć kierowców po kieszeni szybciej, niż się spodziewają. Sprawdzamy, co na to polskie prawo i dlaczego pozorna oszczędność bywa skrajnie niebezpieczna.
Wraz ze wzrostem kosztów życia i rosnącymi cenami usług wulkanizacyjnych, na polskich drogach nasila się zjawisko jazdy na ogumieniu niedostosowanym do pory roku. Wielu właścicieli aut wychodzi z założenia, że opona zimowa, której bieżnik ma już mniej niż 4 mm (co dyskwalifikuje ją z bezpiecznej jazdy po śniegu), idealnie „dojeździ się” w okresie letnim.
Z punktu widzenia litery prawa, zimówki na kołach w lipcu czy sierpniu – a w efekcie jazda na nich – są w Polsce w pełni legalne. W przeciwieństwie do wielu krajów europejskich (takich jak np. Austria czy Niemcy, gdzie w określonych warunkach istnieje obowiązek jazdy na oponach sezonowych), polskie przepisy Kodeksu drogowego nie definiują terminów wymiany ogumienia.
Policjant podczas rutynowej kontroli drogowej nie może wystawić mandatu za sam fakt korzystania z opon zimowych latem. Istnieją jednak kluczowe wyjątki, o których kierowcy zapominają, a które natychmiast mogą zakończyć się karą finansową do 3000 zł oraz zatrzymaniem dowodu rejestracyjnego:

Opony zimowe, czyli zimówki (fot. Pixabay)
O ile policja ma związane ręce, o tyle firmy ubezpieczeniowe coraz skrupulatniej analizują stan pojazdów po kolizjach. Choć przy obowiązkowym ubezpieczeniu OC rzeczoznawca nie może odmówić wypłaty odszkodowania poszkodowanemu, o tyle w przypadku Autocasco (AC) sytuacja wygląda zgoła inaczej.
Wiele Towarzystw Ubezpieczeniowych posiada w ogólnych warunkach ubezpieczenia (OWU) zapisy o rażącym niedbalstwie lub poruszaniu się pojazdem niesprawnym. Jeśli dojdzie do wypadku w upalny dzień, a droga hamowania ulegnie drastycznemu wydłużeniu z powodu niedostosowanego ogumienia, ubezpieczyciel może odmówić wypłaty odszkodowania z AC lub drastycznie je pomniejszyć.
Mieszanka gumowa opony zimowej bogata jest w krzemionkę, która zachowuje elastyczność w temperaturach poniżej 7 stopni Celsjusza. Gdy asfalt rozgrzewa się do ponad 40 stopni, opona zimowa zaczyna zachowywać się jak plastelina.
Jazda na zimówkach latem w Polsce nie jest wykroczeniem, dopóki opona spełnia minimalne kryteria techniczne. Jest to jednak klasyczny przykład oszczędności pozornej. Ryzyko utraty panowania nad autem, wyższe rachunki na stacjach paliw oraz widmo problemów z wypłatą odszkodowania z AC sprawiają, że bezpieczniejszym i tańszym w ogólnym rozrachunku rozwiązaniem pozostaje zakup opon letnich lub – coraz popularniejszych w naszym klimacie – dobrych opon całorocznych (wielosezonowych).

Opony zimowe, czyli zimówki (fot. Robert Laursoo / Pixabay)
Źrdło: https://v10.pl/ | 26.06.2026 14:30
Źrdło: https://www.money.pl/ | 26.06.2026 12:19
Polscy kierowcy mają nowego, bezwzględnego „wroga numer jeden” na drogach. Jak wynika z najnowszych danych Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego (GITD), miano najbardziej dochodowego i zapracowanego Odcinkowego Pomiaru Prędkości (OPP) w kraju zyskał system zainstalowany na autostradzie A4, na odcinku między węzłami Kostomłoty a Kąty Wrocławskie. Kamery rejestrują tam średnio 107 wykroczeń na dobę, co oznacza, że niemal co kilkanaście minut kolejny kierowca wpada w kosztowną pułapkę.
W całym ubiegłym roku system na dolnośląskim odcinku A4 zarejestrował aż 39 175 przypadków złamania przepisów, wyprzedzając dotychczasowych „liderów” – OPP na Drogowej Trasie Średnicowej w Katowicach (35 421 naruszeń) oraz system w Wyszkowie na trasie S8 (34 814 naruszeń).
Eksperci i analitycy wskazują, że tak ogromna skala przewinień nie wynika ze złośliwości kierowców, a z dekoncentracji i specyfiki tego miejsca. Kluczowym czynnikiem jest obniżony limit prędkości. Podczas gdy standardowe ograniczenie na polskich autostradach wynosi 140 km/h, na wspomnianym fragmencie A4 ze względów bezpieczeństwa można poruszać się maksymalnie z prędkością 110 km/h. Wielu kierowców podróżuje „na pamięć”, nie zauważając znaków, lub zapomina o trwającym pomiarze ze względu na długość monitorowanego odcinka. Częstym i bezskutecznym błędem jest również gwałtowne hamowanie tuż przed samą bramką wyjazdową – system wylicza bowiem średnią prędkość z całego dystansu, a nie prędkość chwilową.

Odcinkowy pomiar prędkości (OPP)
Rosnąca efektywność urządzeń to trend ogólnokrajowy. W minionym roku systemy OPP w całej Polsce zarejestrowały łącznie 470,5 tys. wykroczeń – to o blisko 100 tysięcy więcej niż rok wcześniej. Statystyki CANARD (Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym) pokazują, że ponad połowa kierowców (57,9%) przekracza prędkość w granicach od 11 do 20 km/h, co skutkuje mandatem do 200 zł i 3 punktami karnymi. Poważni piraci drogowi, jadący o ponad 41 km/h za szybko, stanowią około 4% zatrzymanych w kadrze obiektywu.
Choć liczby te robią wrażenie, system nadzoru wciąż boryka się z poważnym problemem proceduralnym, jakim jest ściągalność kar. Obecnie wynosi ona około 60 procent. Oznacza to, że aż 4 na 10 zarejestrowanych przez kamery kierowców unika ostatecznie zapłacenia grzywny – najczęściej z powodu niewyraźnych zdjęć, trudności z ustaleniem tożsamości kierującego lub rejestracji pojazdów na zagranicznych tablicach.
Kierowcy muszą przygotować się na jeszcze ściślejszą kontrolę. W Polsce dobiega końca wielki program rozbudowy systemu nadzoru nad ruchem o wartości blisko 85 milionów złotych. Zgodnie z planami, sieć powiększy się o 43 nowe lokalizacje. Docelowo pod lupą żółtych kamer OPP znajdzie się aż 114 kluczowych punktów na mapie kraju, obejmujących swoim zasięgiem 670 kilometrów dróg krajowych, ekspresowych oraz autostrad.

Odcinkowy pomiar prędkości (OPP)
Źrdło: https://v10.pl/ | 26.06.2026 11:51
Źrdło: https://www.money.pl/ | 26.06.2026 11:41
Źrdło: https://www.money.pl/ | 26.06.2026 11:23
Brytyjska marka Lotus, znana dotychczas głównie z ultralekkich aut sportowych, wykonuje kolejny milowy krok na polskim rynku. Oficjalny dystrybutor marki w naszym kraju – Grupa Pietrzak – ogłosił wprowadzenie do sprzedaży oraz oficjalny cennik najnowszego, hybrydowego superSUV-a: Lotus Eletre X.
To potężna, mierząca aż 5,1 metra długości maszyna o rozstawie osi przekraczającym 3 metry, która dotychczas kojarzona była wyłącznie z napędem w 100% elektrycznym. Wariant „X” przynosi jednak rewolucję technologiczną pod maską.
Eletre X to hybryda typu REEV (Range Extended Electric Vehicle). W praktyce oznacza to, że koła pojazdu są wprawiane w ruch wyłącznie przez silniki elektryczne, natomiast zamontowany pod maską dwulitrowy, turbodoładowany silnik benzynowy pełni funkcję generatora prądu (tzw. „range extendera”). Doładowuje on potężny akumulator trakcyjny NMC o pojemności 70 kWh.
Dzięki temu rozwiązaniu kierowca otrzymuje to, co najlepsze z dwóch światów:
Gdy jednak przyjdzie potrzeba skorzystania z ładowarki publicznej, Lotus Eletre X nokautuje konkurencję. Dzięki zaawansowanej architekturze 900 V przyjmuje prąd z maksymalną mocą aż 436 kW. To absolutny rekord wśród hybryd – ładowanie akumulatora od 20 do 80 procent zajmuje zaledwie około 9 minut.

Lotus Eletre X (fot. Grupa Pietrzak / Lotus Poland)

Lotus Eletre X (fot. Grupa Pietrzak / Lotus Poland)

Lotus Eletre X (fot. Grupa Pietrzak / Lotus Poland)
Polscy klienci mają do wyboru dwie wersje napędowe, z których każda gwarantuje wgniatające w fotel przyspieszenia:
Importer zadbał o bardzo konkurencyjne wyceny, zwłaszcza biorąc pod uwagę poziom oferowanej mocy i wyposażenia w segmencie superSUV-ów:
Pierwsze zamówione egzemplarze trafią do polskich kierowców już w czwartym kwartale tego roku. Samochody obecnie można zamawiać tylko w nowo otwartym, oficjalnym salonie Lotusa w Warszawie przy ul. Wirażowej (w sąsiedztwie salonów Ferrari i Pagani), niemniej jeszcze przed końcem roku Grupa Pietrzak planuje otwarcie drugiego showroomu oraz autoryzowanego serwisu marki w Katowicach.
Źrdło: https://v10.pl/ | 26.06.2026 7:31
Nieustannie podkręcane normy emisji spalin wybiły hot-hatche segmentu B w znanej nam formie. Ich miejsce producenci starają się wypełnić „duchowymi następcami” na prąd, którym dorzucają różne krzykliwe funkcje i absurdalny poziom mocy. ID. Polo GTI – pierwszy Volkswagen na prąd o tym oznaczeniu w jego 50-letniej historii – idzie inną drogą. Jest tu coś na rzeczy.
Ford Fiesta ST, Abarth Grande Punto, Renault Clio RS: po tych wszystkich absolutnie fantastycznych hot-hatchach, które jeszcze kilka lat temu za naprawdę ludzkie pieniądze dawały dostęp do poważnych podzespołów i w połączeniu z mocą w okolicach 200 KM pozwalały robić prawdziwe cuda, już nie ma nawet śladu. Jak tak o tym piszę, to tak się wzruszyłem, że nawet za Oplem Corsą OPC zatęskniłem.
Ten może nie najpopularniejszy, ale dla nas w V10 naprawdę ważny segment jako jeden z pierwszych w tak dotkliwym stopniu padł ofiarą WLTP. Wobec rosnącego w każdym roku kosztu spełniania norm emisji spalin producenci mają dwa wyjścia: albo iść w stronę wybajerzonych na maksa super-hot-hatchów premium pokroju Audi RS3, Volkswagena Golfa R i Mercedesa-AMG A45, albo przechodzić na świecący się na zielono w tabelkach unijnych komisarzy napęd elektryczny.
W segmencie B obowiązuje druga z tych dróg. Przyniosła nam już w ostatnich latach takie modele jak Alpine A290, Abarth 500e czy Peugeot e-208 GTI. Mają one jeden wspólny problem: mianowicie praktycznie nikogo nie obchodzą. Nie, serio. Jeździliśmy prawie wszystkimi z nich i pod pewnymi względami to są nawet dobre i szybkie auta, tylko ich nie kupujecie.

Dlaczego? Najłatwiej by było zrzucić winę na elektryczny napęd, ale przecież nie jest tak, że ludzie w Polsce i na świecie nie kupują elektryków w ogóle – wręcz przeciwnie, ich popularność cały czas rośnie. Musi być więc coś jeszcze.
Według mnie za ten stan rzeczy odpowiadają dwa czynniki: po pierwsze, przez połączenie niewielkich gabarytów z już poważną masą, a jeszcze nie aż taką mocą, która miałaby zagrozić Tesli Model S Plaid, prowadzenie jest w najlepszym razie ok. Wiedzą o tym raczej sami producenci, którzy starają się zakrzyczeć te niedobory różnymi trikami: fejkowym dźwiękiem V8 z głośników, poważnie wyglądającymi, a niewiele robiącymi przyciskami w kabinie, a nawet udawanymi skrzyniami biegów i dyferencjałami, z którymi można „driftować”. Efekt ma tyle wspólnego z rzeczywistością co gra na Play Station, i to taka raczej arcade’owa.

W takich okolicznościach na polski rynek będzie wchodził wkrótce Volkswagen ID. Polo GTI. Jego oficjalny debiut nastąpi pod koniec roku – dajmy się najpierw osiąść na polskim rynku całkowicie nowemu, elektrycznemu ID. Polo, który właśnie dociera do polskich salonów – ale jedna czerwona, przedprodukcyjna sztuka trafiła do butikowego salonu Volkswagen Home w Warszawie i tam też miałem okazję przekonać się, czego po tym modelu się spodziewać.
Ja nic nie mówię, ale Volkswagen ID. Polo GTI może czuć na sobie ogromną presję. To w końcu pierwszy GTI z elektrycznym napędem. Do tej pory te trzy literki, na których mit gigant z Wolfsburga pracował równo pól wieku, pojawiały się tylko na tradycyjnych modelach spalinowych. Gdy pojawiły się hybrydy, dostały oznaczenie GTE, a hot-elektryki ID.3, ID. Buzz i spółka – GTX.
Czemu więc gorące Polo powróciło do tego oznaczenia i jak radzi sobie z ciężarem wielkich przodków? Te pytania zadałem razem, bo Volkswagen ma na nie jedną odpowiedź: bo ma być dobre w taki sposób, jak te hot-hatche starej, dobrej, benzynowej szkoły. W tym przypadku to nie old school, a true school.

Po pierwsze oznacza to brak tych wszystkich fejkowych dodatków, które mają zakryć rzeczywistość jak panierka na przywracanym do życia po raz trzeci kurczaku. Z zewnątrz sympatyczne linie bazowego ID. Polo zostały wzbogacone tylko o kilka podręcznikowych detali GTI wyznaczonych już przez pierwszego Golfa o tym oznaczeniu z 1974 r.: 19-calowe obręcze kół w stylu oryginalnych RONALi, kratownica grilla o strukturze plastra miodu i tylko kilka czerwonych akcentów pokroju udawanych haków do holowania na torze zatopionych w przednim zderzaku. Tak, udawanych znaczy fejkowych, ale komisja V10 taką zabawę konwencją jeszcze uznaje za akceptowalną.
W środku trochę udawania też jest, ale w dobrym tonie. Zegary na dużych ekranach (10,25 cala za kierowcą i 12,9 cala centralnie) można – podobnie jak w zwykłym ID. Polo – zmienić na wzory przenoszące w klimat lat 70. Są ilustracje licznika przebiegu na bębnie i kasety magnetofonowej (wiecie co to, dzieciaki?).

Volkswagen ID. Polo GTI (2026)

Volkswagen ID. Polo GTI (2026)
Na żywo jest to naprawdę rozczulające, ale jeśli takie zabawy to nie Twój klimat, to jest też możliwość przedstawienia tych samych informacji na nowoczesnych i czytelnych grafikach. Kilka naprawdę przyjemnych, klimatycznych detali i tak zostaje: tartanowa tapicerka na fotelach i czerwony celowniczek na szczycie kierownicy.
Piłki golfowej na dźwigni skrzyni biegów nie ma, no bo po pierwsze to nie Golf, a po drugie to elektryk. Skrzyni biegów więc tu nie ma – łopatki za kierownicą służą do regulacji siły rekuperacji energii z hamowania. Twórcy modelu w kuluarowych rozmowach przyznają jednak, że funkcja udawanej skrzyni może jednak powrócić, i to nawet do już wcześniej wyprodukowanych egzemplarzy tego modelu, za sprawą zdalnej aktualizacji ściąganej z chmury… Takie czasy.

Volkswagen ID. Polo GTI (2026)

Volkswagen ID. Polo GTI (2026)
Obecność we wnętrzu ID. Polo GTI przypomina mi jedną ważną obserwację, którą wyniosłem już z wizyty w ID. Polo-bez-GTI: po chwilowym okresie błąkania Volkswagen chce wrócić do skojarzenia: „Volkswagen? No, te to są dobrze wykonane!”. Materiały i ich spasowanie robią więc obiecujące wrażenie.
Czego Volkswagen nie zdążył zepsuć to kwestii ergonomii, a ta w hot-hatchach jest równie ważna co bycie hot. Elektryczne Polo wedle liczb nie jest znacząco większe od spalinowego poprzednika – w żadną stronę nie urosło więcej niż o 4 cm (wliczając w to też rozstaw osi). Mimo wszystko środek jest zauważalnie większy za sprawą zastosowania elektrycznego napędu: głęboki bagażnik wchłania aż 441 l (poprzednik 351 l) z opcją powiększenia do 1243 l (wcześniej 1125 l). To pokazuje, że w drugim rzędzie siedzeń będzie też więcej miejsca po rozłożeniu oparć na domyślną pozycję. Co ciekawe, pragmatyczny Volkswagen przewiduje tutaj również obecność haka i możliwość ciągnięcia przyczep do 1,2 tony.

Tyle o znanych przewagach napędu elektrycznego, a co z omawianymi już na wstępie kompromisami? Czy Volkswagen znalazł tutaj jakąś magiczną formułę, na którą nie wpadli konkurenci?
Liczby początkowo sugerowałyby, że nie: produkcyjna wersja obiecuje 226 KM i 290 Nm, które mają przełożyć się na przyspieszenie do 100 km/h w 6,8 sekundy oraz prędkość maksymalną 175 km/h.
Moc jest więc minimalnie większa niż ostatni spalinowy Polo GTI, którego produkcja zakończyła się niewiele ponad miesiąc temu. Ale przy zauważalnie większej masie (producent komunikuje wagę jako „od 1540 kg” pomimo niewielkiego akumulatora 53 kW – poprzednik ważył ćwierć tony poniżej tego…) pozostałe cyferki są nawet gorsze.

Twórcy modelu mówią jednak, by się tym nie sugerować. Nie brali udziału w ślepej gonitwie za tymi cyferkami, w środku nie ma też czerwonego guzika z podpisem „TURBODOPALACZ”. Jak widać ta droga dla francuskich i włoskich marek się nie sprawdziła.
Zamiast tego podwozie ustawione jest tak, by dawać maksymalną frajdę z jazdy, i to zwłaszcza przy tych najniższych prędkościach, z jakimi poruszamy się w mieście – realnie to tam w końcu ten elektryczny maluch będzie spędzał najwięcej czasu.
Naturę prowadzenia prawdziwych GTI „jak drzewiej bywały” ma dać jeszcze jedna strategiczna zmiana: o ile dotychczasowe elektryki Volkswagen miały silnik z tyłu, pod bagażnikiem, i w wariantach z napędem na jedną oś przekazywały ją na tył, tutaj producent powraca do układu silnika z przodu i napędu na przód. Jeśli więc ktoś tęsknił za klasyczną „ośką”, to Volkswagen właśnie wraca z taką do gry.

Ile taka przyjemność będzie kosztowała? Tego jeszcze nie wiemy. ID. Polo GTI nie przejdzie raczej do historii jako ten, który dawał takie świetne doświadczenie z prowadzenia za grosze – biorąc pod uwagę, że cennik ID. Polo już bez modelu GTI sięga aż 170 890 zł (za topowy wariant wyposażenia Style z silnikiem o mocy 211 KM).
Od przedstawicieli Volkswagena dowiedziałem się niemniej, że cena ID. Polo GTI „zdecydowanie nie będzie” zaczynała się od dwójki z przodu. Nawet z jedynką to nadal będzie musiał być jednak bardzo dobry samochód, by uzasadnić taką cenę. Pierwsze wrażenie nie przekreśla u mnie jednak szans na to, że tak będzie.
Źrdło: https://v10.pl/ | 26.06.2026 0:30
Źrdło: https://www.autocentrum.pl/ | 25.06.2026 17:00
Źrdło: https://www.autocentrum.pl/ | 25.06.2026 15:03
Świat designu i motorsportu rzadko kiedy przecina się w tak spektakularny sposób. Manufaktura Oilstainlab wraz z platformą OOH (One Off House) oficjalnie ogłosiły start europejskiej trasy „Euro-Vision” Summer Tour dla swojego unikatowego projektu Half-11. Ten absolutnie wyjątkowy, szyty na miarę pojazd (tzw. bespoke car) swoją wielką europejską premierę zaliczy już w nadchodzący weekend w Polsce.
Half-11 to motoryzacyjny pomost spajający dwa odległe światy. Jego duchowe korzenie tkwią głęboko w złotej erze europejskich wyścigów lat 60. XX wieku, jednak pod poszyciem kryje się ultranowoczesna technologia i bezkompromisowa inżynieria.
Na potrzeby europejskiego tournée samochód zyskał zupełnie nowe oblicze. Zaprezentowano go w unikatowym malowaniu typu art car, które powstało w ścisłej współpracy z marką Delphi.
Twórcy opisują tę kreację jako świadomy, „neo-cyfrowy remiks” kultowych motywów malowania nadwozi z przeszłości. Projekt stanowi hołd dla wizjonerów, którzy jako pierwsi odważyli się połączyć czystą sztukę z surowym światem wyścigów samochodowych.

Half-11 od Oilstainlab i One Off House (OOH)

Half-11 od Oilstainlab i One Off House (OOH)

Half-11 od Oilstainlab i One Off House (OOH)

Half-11 od Oilstainlab i One Off House (OOH)
Harmonogram trasy „Euro-Vision” z projektem Half-11 obejmuje trzy ściśle wyselekcjonowane, prestiżowe wydarzenia, z których pierwsze startuje już za chwilę:
Dla fanów bezkompromisowych projektów, unikatowej estetyki oraz klasycznego motorsportu w nowoczesnym wydaniu, obecność na Ultrace w ten weekend staje się pozycją obowiązkową. Half-11 na żywo zapowiada się na jedno z najbardziej magnetycznych wydarzeń motoryzacyjnego lata.
Źrdło: https://v10.pl/ | 25.06.2026 10:24
Źrdło: https://www.autocentrum.pl/ | 23.06.2026 11:54
Źrdło: https://www.autocentrum.pl/ | 22.06.2026 17:34
Źrdło: https://www.autocentrum.pl/ | 21.06.2026 19:00
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22